10 maj 2014

Notatka z życia - jechałam do domu intensywnie myśląc co by tu napisać. Bo zapytano mnie ostatnio czemu przestałam pisać o moich przygodach dnia powszedniego. Ale o czym tu pisać? Byłam na wakacjach, w Szwajcarii po raz pierwszy, w Paryżu po raz kolejny, w Polsce spowrotem ale jeszcze nie na zawsze a na Słowacji po staremu. W robocie też bez sensacji, potyczki z kolegami o dni wolne i wakacje a klienci bogaci jak zawsze. Pomyślałam, że śmiesznie by było wspomnieć, ze w końcu kupiłam okulary i dopiero teraz widzę jak bardzo niepewnym krokiem chodzą po ulicach ludzie o tej porze, gdy wracam do domu. Może warto też opisać charaktery z basenu - faceta z Tourettem stojącego w kolejce za kolorową panią z goźcem i o tym jak ona dzielnie pływa. Ale nie, los sam podrzuca tematy - Brixton to Brixton i nie zmienia się nic. Wracam do domu, a tam drzwi balkonowe otwarte na oscież, wszystkie okna też. Nie mam już rzutnika, na którym chciałam obejrzeć kolejny odcinek gry o tron, nie ma żadnego z naszych komputerów, iPada no i hitlerowskiej Leici z 1939... Został soudsystem i chwała Bogu... Coś mi się wydaje, że pozazdroscili sąsiedzi, a przecież z niczym się nie obnosilismy. Pogawędki z policjantkami o czwartej nad ranem i kojenie nerwów młodego kota. Tylko niech ich szlag trafi za ten plik z przetłumaczoną calą książką - rok roboty w plecy!

You Might Also Like: