25 sierpień 2014

Notatka z życia - zaczęłam siedząc przy ogromnym oknie, patrząc na trawy, kukurydziane pole, staw i powolnie płynące chmury. Delektowałam się szklaneczką wytrawnego, lekko musującego słynnego normandzkiego cydru. Przywowylalam myślami obrazy z minionego tygodnia. Na pierwszym stał smutny Pers z gitarą zaproszony na zastępstwo do luksusowej restauracji. Wyznaczono mu mały kąt, przyniósł ze sobą wzmacniacz i parę gadżetów, razem z ulubionym efektem grającym 'gwiazdki na niebie'. Pięknie gra flamenco bo od dziecka kochał Hiszpanię, kiepsko śpiewa- bardzo cicho, niewyraźnie, patrzy nostalgicznie w okno, unika spojrzeń innych i uśmiechów. Na drugim menadżer dywizji pokoji siedzi za biurkiem podczas rutynowego spotkania komunikacyjnego, z poważną miną odczytuje raporty z książki skarg i zażaleń, Bogu dziękuję przy wszystkich, że szeikh Mustafa dobrze przyjął fakt, iż na jego prześcieradle znalazła się niedopuszczalna mała czarna plamka. Na trzecim wielkie ruchliwe rondo, zaraz przy Hyde Park'u. Od trzech dni główna brama jest zablokowana policyjna taśma i strzeżona wzmocnionymi patrolami policji. Ludzie idą w różnych kierunkach, omijając ogromnym łukiem wejście do parku, tylko jedna dziewczyna mijajaca policjantów na rowerze, patrzy w górę. Na wierzchu łuku wieńczącego kolumny bramy wejściowej rozbity jest namiot, w którym koczuje człowiek domagający się równouprawnienia samotnych mężczyzn starających się o adopcję. Inne, mniej szczegółowe obrazy to stadion krykieta wypełniony po brzegi i niesforni przechodnie wokół niego. Chłodny niedzielny poranek i ciemne ulice, przy których rozstawiają się jamajczycy z grillami i smażą ostre kurczaki dla zgłodniałych, dogorywających już klubowiczów. Wschody słońca i przypływ na Tamizie, i koleś, którego nazwałam bezprzerzutkowym Johem. Ściga się ze mną co dzień w drodze przez Victorię. Pedałuje szybko na niskich biegach, rzadko siada na siodełku i ma zawsze te same pikowane dresy i kurtkę w kratę. Rozbawia mnie do rozpuku co rano. Teraz kończę siedząc przy oknie i podziwiając kolor wody w Chebourdzkim porcie, prom powoli odbija od brzegu, za kilka godzin będę spowrotem w zgiełku i pędzie. Niektóre dni trwają chwilę, a niektóre ciągną się w nieskończoność. Tylko dzięki tym drugim, jest w życiu czas na to, by przyjzeć się obrazom wyrysowanym nam w myślach przez życie.

You Might Also Like: