9 listopad 2014

notatka z życia - kilka nowych faktów - i w końcu przyszła jesień. Październik był po prostu piękny i nadzwyczajnie ciepły, suchy i słoneczny. Haloween ciekawy, z mojej perspektywy spokojny, stłumiony, i cichy ale nie bez polotu. Wszystkie kurwy w barze przebrane za kocice, niektóre bardziej wyzywająco, inne mniej, ale wszystkie obowiązkowo w opaskach z kocimi uszkami - jak słodko! Przebierańców widziałam tylko paru nad ranem, ale nie tych dzikich i szalejących, tylko tych już powłóczystym krokiem zmierzających ku domom. Z listopadem przyszły deszcze, mokre i wilgotne nocne powroty do domu, mokra dupa na siodełku, śliskie ulice i kalejdoskop odbitych świateł miasta w czarnych płaszczyznach mokrych ulic. Fajerwerków nie widziałam żadnych, ani tych ku czci światła wystrzeliwanych podczas Diwali, ani tych ku chwale Guya Fawkesa - widziałam za to protestujących wendetowiczów w maskach z jego twarzą - oblężyli całe miasto, co słusznie zaniepokoiło i poruszyło moich szanownych, szanowanych ale nie szanujących gości. Bardzo też beztrosko olałam propozycję na krótki, nic nie znaczący występ w popularnym i bezgranicznie durnym reality szoł, którego główną gwiazdą jest pewna pani z wielkim tyłkiem, dużą rodziną i bounceująco-rapującym mężem. Poza tym każdy dzień jak co dzień - lubię się rozciągać przy ciepłym kaloryferze, chodzić na zakupy na targ i zagadywać obcych ludzi, umawiać się na proste rozmowy z przyjaciółmi i skromne kolacje w ciche wieczory. Trochę też pochłonęły mi rozważania na temat magii, przeczytane opowieści z Nowej Funlandii, wspomnienia z dzieciństwa na Kaszubach bogatych w fantastyczne historie i legendy, stare wierzenia i współczesna fantastyka. Bajkami przecież jarałam się zawsze. Gotuję nowe potrawy, szukam nowych produktów i kupuję nowe kuchenne zabawki. Staram się opisać kulinarne przygody z Kanady, ale jak zwykle czasu tak strasznie brak. Szykuję się na Warszawę i doczekać się nie mogę. No i co raz później chodzę spać.

You Might Also Like: