24 listopad 2014

notatka z życia - tydzień temu była Warszawa - stała jak zawsze, szara i nieśmiała, ale bardzo ciepło mnie przywitała i o dobre samopoczucie w dzień urodzin się postarała - zuch dziewczyna, pomyślałam, ale jednak w poniedziałek już z powrotem przyleciałam i nastały chłodne dni. Zaczęły się listopadowe mgły, opadły zżółkłe liście, słońca z dnia na dzień co raz mniej. Piękne miesiące wczesnej jesieni dały nam ułudę, jakobyśmy żyli w mieście, którego klimat jest do zniesienia. Miniony tydzień walnął nas jednak w mordy, umoczył deszczem i przypomniał swą prawdziwą Londyńską twarz. Ale za to rozstawili już ten cyrk w Hyde Parku, karuzele, trzęsidupy, szwajcarskie chatki z jabłkami na patyku i grzanym winem. Piękna komercyjna sielanka niby zimowa: Winter Wonderland!!! Strzelnice za funta, duże białe misie w czerwonych mikołajowych czapkach i inne tandetne, nikomu nie potrzebne gadżety do wygrania, no i dzikie tłumy regulowane metalowymi barierkami i specjalnymi torami marszu, wyznaczanymi już od peronów na stacji metra. W naszych hotelach zawieszono już dekoracje świąteczne, które od miesiąca leżały w garażu, a jednak nasza choinka nie stanie w corocznym wyścigu o najpiękniejszą w Londynie. Jak zwykle pewnie bić się o tytuł i wyróżnienia będą hotel Claridges i Harrodds. Wieczory są co raz bardziej ruchliwe, wolnych pokoi brak, szatnia znowu wypchana co noc po brzegi futrami i wymieszanym zapachem intensywnych perfum. Bliźniaczki księżniczki paradują po lobby, marny fotograf w pomiętym garniturze robi im tandetne fotki w różnych pozach, na schodach w sukience z falbanką - buzia w ciup, przy Love Indiany w futrze o bufiastych rękawkach - ponętne spojrzenie, na żółtej sofce - tak, jakbyś chciała się ze mną zabawić… potem kolacja, rozpusta, dyskoteka i zakupy - toreb z Harroddsa w szatni też co raz więcej. A pracowników jest nam co raz ciężej znaleźć, trzeba biegać trochę więcej i trochę szybciej. Jednak zmiany chyba po woli zachodzą - Hindusom i Bengalczykom zmieniają warunki pobytu i duża część z nich ucieka pracować w zatoce, a my pomagamy im ogarnąć robotę. Inny liczą na wizy studenckie w ściemnianych szkołach, które Cameron też ma plan pozamykać. Dzisiaj w nocy po raz pierwszy widziałam pojazd ‘wsparcia imigracyjnego’ na ulicy. Ale nie wyrabiam sobie żadnych opinii, wolę słuchać tych, wygłaszanych dookoła i rozkoszować się ich różnorodnością. Fascynować się ludźmi - kolesiem w pralni chemicznej na rogu, co uciekł z Bejrutu, gdy był bardzo młody i zamieszkał w Brazylii na chwilę; rastamanem, co jeszcze latem wyglądał na bezdomnego a teraz otwiera sklep z gadżetami z odzysku, których udało mu się zebrać zdecydowanie zbyt wiele, z sąsiadem, wariatką z naprzeciwka, no i każdym z neapolitańczyków ze mną pracujących - a oni mają tak wiele z nami, Polakami wspólnego! Znowu też piszę listy, zadania, podpunkty, pomysły i plany. Każdy z nich bardziej niż poprzedni udany, i znowu zakończę narzekając na czas, bo nie da się wszystkiego osiągnąć na raz.

You Might Also Like:
masaai
lake nakuru
kili chmura big2
drzewo nakuru
08 jerome montreal
06 3 klony
04 klony
01 klony 3
ognisko i kili
08 jerome montreal
06 3 klony
04 klony
ognisko i kili
ABOUT ME

Anemonkey is an eighties child who loves people, can't live without travels, is passionate about all food and drinks and people who make them. She never leaves home without a camera. Then she writes about what she's seen, touched and tasted. 

Read More

 

Search by Tags

2016 by Anemona Knut