27 grudnia 2014

notatka z życia - poświąteczna - siedzę sama w pustym salonie, puste kieliszki po świątecznych nalewkach, kilka jeszcze prezentów, tych mniejszych, wala się po podłodze. Za oknem dmie silny wiatr a w Polsce spadł świąteczny śnieg. Grudniowe szaleństwo powoli się kończy i chwała Bogu za te parę dni wytchnienia, relaksu i spokoju zanim zacznie się szaleństwo nowego roku. Tych parę dni tak kojących wśród wspaniałych przyjaciół i nowej rodziny było mi na prawdę potrzebne, bo Grudzień był na prawdę wykańczający. Wszędzie tłumy ludzi, na chodnikach pchają się do sklepów, autobusów, metra, w parkach przedzierają się ku straganom ze świątecznymi bzdurkami i wbijają się w kolejki do przejażdżki świątecznymi karuzelami - a one są co raz bardziej wymyślne i co raz wyżej jeżdżą. Na reklamach autobusowych zamontowano w tym roku światełka, w restauracjach brak miejsc, bo przecież każdy musi się z każdym porządnie nachlać przed świętami. U nas był ten bogaty pan z Poznania, któremu nasza somelierka sprzedała kwaśny żart mówiąc, że Cheval Blanc pachnie jak Tamara Lempicka. Była baronowa z Włoch z myszkami Miki i Mini wiszącymi na uszach, mieliśmy też cały wachlarz piłkarzy, arystokratów bardzo wykapryszonych, no i jak zwykle całe rzesze arabów. Zgubione pierścionki i płaszcze, naciągacze i profesjonaliści w składaniu oficjalnych skarg. Są też ludzie normalni, ale jest ich mało. Są też tacy, jak Rober - ekscentryk który w Dorchesterze spędził wszystkie święta od 48 lat. Robert zrobił kasę na cegłach podobno ale nosi czerwony kaftan z atłasowym kołnierzem, fioletowy garnitur, lakierki w panterkę, w klapie złotego Les Paula i tylko uśmiecha się pod nosem, gdy ktoś się pyta, czy jest gwiazdą Rocka. Od innych stałych gości dostałam w prezencie piękną paszminę a od rubasznego araba buteleczkę perfumów z Harroddsa. Tam, notabene, też niezły skandal w tym roku, bo wkurzony pracownik przeprogramował lampki świąteczne i na tym ekskluzywnym budynku zabłysło wspaniałe zielone wielkie ‘FUCK OFF’. Przepych i przesada wszędzie - choinki należy zmieniać na świeże co dwa dni, by wyglądały pięknie. Londyńskie chodniki już na tydzień przed wigilią obsypane zostały drzewkami porzuconymi na zeschnięcie. Nawet u mnie pod blokiem leżały dwie już od zeszłego weekendu, wywalone ze szkoły podstawowej na przeciwko. Śniegu jeszcze nie było, ale były już nocne przymrozki. Prognozy na styczeń są ekscytujące - minus 15 i metr śniegu - to tutaj gorsze niż koniec świata, a ten miał być podobno w zeszły poniedziałek. Jakiś facet z Nasa zapowiedział przecież, że jutro słońce nie wstanie i zapanuje ciemność na trzy dni, ale mnie bardziej martwi to, że mój kot nie chce jesć kurczaka, i że jest sam w domu od trzech dni. Mam nadzieję, że nie dorwały go nasze lokalne lisy - a mamy ich parkę. Wiedzieliście, że lisy wiążą się w pary na życie?

You Might Also Like: