24 styczeń 2015

Notatka z życia - I już prawie koniec Stycznia - koniec pierwszego miesiąca kolejnego roku. 2015 zaczął się dla mnie dość intensywnie, no i muszę przyznać, że nie lekko. Pracy dużo - i fizycznej i tej wymagającej polityczno - emocjonalnych pojedynków z ludźmi na wyższych szczeblach. Nasz przesłodki Barrington też wyszedł na spacer, nie wrócił, a po paru dniach zadzwonił sąsiad, że go znalazł martwego w ogrodzie i już oddał weterynarzowi do kremacji. Takie to trochę infantylne, ale brakuje nam go bardzo a mieszkanie jest puste i mniej w nim życia. No i przyszedł też czas na nową notatkę, ale muszę przyznać że wszystko wydaje mi się lekko pretensjonalnie wymuszone. Najczęściej przecież opisuję to, co wydarzyło się u mnie w pracy, a tej w tym miesiącu miałam na prawdę serdecznie dosyć. Wiadomo, że gdy przychodzą chwile zwątpienia wszystkie kolory mają odcień lekko szary, a to co widziałam ostatnio to na prawdę nic nowego. W kółko to samo, i cały czas te same twarze - lokalny potentat w nieruchomościach, specjalista od kurew - tym razem przyprowadził dwie i to takie trochę bardziej solidne, trochę bardziej wulgarne, chyba potrzebował tym razem mocniejszego uderzenia, trochę więcej skóry i hard core’u. A jest to facet, który wie za co płaci. W zeszłym roku kupił jedną panią na jedną noc i kupił jej jedną kieckę, zabrał ją na bal i wygrał nagrodę za najlepszą kreację na balu, o mało nie napisali o nim w gazetach. Na pewno by się nie naciął na numer, który chciała wykręcić w zeszłym tygodniu inna pani lekkich obyczajów, gdy zaproszona przez klienta na herbatę, zamówiła cały obiad i uciekła. Ale szkoda tu słów na kurwy. Był też grubas, nie powiem skąd bo od razu wzbudzę kontrowersję, ale cham nad chamy - pluł, chrząkał, smarkał w nasze lniane serwetki - ale mu wszystko wolno, bo za apartament zapłacił - podać Panu coś do picia? Kolę? A ze słomką, czy pan sobie z butów wyjmie? Piłkarze jak byli, tak są, a młody chłopak z Włoch po drugiej stronie restauracyjnych drzwi spogląda tylko na nich rozmarzony, pracuje ciężko by stać się jednym z nich. Słodki, przystojny, pokorny i cały czas uśmiechnięty. Ma dopiero 19 lat, gra w narodowym składzie drużyny futballu na plaży. Matka go ruga, a ja trzymam kciuki.Z kelnerami też ciężko - rwiemy włosy z głowy, załamujemy ręce, próbujemy wszystkiego i nic! Treningi kilka razy w tygodniu, gdy z herbaty to polewamy najdroższe napary świata, gdy koniak to zapraszamy trenerów z Francji i nawet pomocnik kelnera dostaje w rączkę kieliszek Louis XIII i szanse wyjazdu do winnicy i piwnicy w Cognac. Ale na pytanie kto jest naszym partnerem pada odpowiedź - Hennesy, a jak się pytam co możesz wygrać sprzedając koniak, mówią, że butelkę szampana. Tylko jeden niepoprawny włoski romantyk wyszedł od nas na tarczy. Przyjechał dwa miesiące temu uzbrojony tylko w swój nienaganny sześciopak i uwodzące spojrzenie. Na początku wszystkim nam go było szkoda, bo po angielsku nie rozumiał ani słowa a chęci miał dobre. W momencie jednak, gdy przyłapaliśmy go na wrzucaniu bananów do sokowirówki zrozumieliśmy, że bariera językowa jest jednak kwestią drugorzędną. Więc nam chłopak się zniechęcił i od przyszłego tygodnia będzie gwiazdą w nowym włoskim reality show, coś w rodzaju naszego ‘Kawalera do wzięcia’. Wrócił do Włoch i w Rzymie będzie szukać swojej miłości. Ciche wieczory w domu z kieliszkiem wina w ręku to też nie to samo w styczniu bo nam chamy w zeszłym roku wysłały pismo, że trzeba centralne wymienić, i że niedługo przyślą rachunek. A nie są to małe sumy w budynkach, gdzie wciąż duża część to mieszkania komunalne. Za wymianę mamy płacić my, bo nam się lepiej powodzi, skoro nas stać na własne M2. Teraz więc przyszła pora na stopień drugi - trzeba nam udowodnić, że centralne nie działa, więc czemu nie wyłączyć gorącej wody i kaloryferów w najzimniejsze miesiące roku? Więc ubieram się w moje angory i kaszmiry, bo są najcieplejsze, opatulam w koc i czytam po nocach. A tu pan Zizek straszy, że żyjemy w niebezpiecznych czasach. A niebezpieczne są dlatego, że nie traktujemy obecnej sytuacji wystarczająco poważnie. I jak się tu z nim nie zgodzić? Tylko on zwala wszystko na polityków, a ja oczywiście na tych, których przyszło mi na co dzień obserwować. Ale o tym innym razem, bo to temat długi i raczej smutny, a ja ciężką nutą nie chcę kończyć. Te kilka słabych tygodni jednak nie ugasiło jednak moich żywych nadziei na fantastyczny rok. Szukam ukojenia na spotkaniach z przyjaciółmi. Lunche w głośnych kawiarniach i ruchliwych restauracjach, kolacje z pompą i te kameralne - czas dla przyjaciół od dawna nie widzianych, nigdy nie zapomnianych ale z przymusu trochę zaniedbanych. Kupiłam też dzisiaj pierwsze w tym roku anemony, wstawiłam je do wazonu i patrzę jak się rozwijają, bez zapachu, po woli i po cichu, ale jak już rozkwitną w pełni to zadziwiają osobliwym pięknem dłużej niż pozostałe kwiatki. I mentalnie szykuję na lutowe rozpusty - karnawał jest przecież! A następna notatka będzie bardziej kolorowa, weselsza i międzynarodowa.

You Might Also Like: