15 maj 2015

strasznie długa notatka z życia - minęło następnych kilka tygodni od mojego ostatniego życiowego raportu, a był to czas bardzo ciekawy i bogaty w wiele rozmaitych wydarzeń. Było ich tak dużo, że martwię się czy starczy wam uwagi na pochłonięcie mych kolejnych wypocin. W Londynie nie nastało lato, dni słonecznych jest mało i ciągle trzeba poginać w kurtkach. Ciepło nie jest, ale to, co ma drażnić o tej porze roku - drażni na potęgę. Jakiś geniusz wpadł kiedyś na pomysł, żeby Londynowi stworzyć własne drzewo. W wyniku skrzyżowania jakichś dziwnych odmian powstał Londyński Platan Klonolistny. Drzewo piękne, majestatyczne i duże - jednak gdy kwitnie wyrzuca z siebie małe kolczaste pyłki, które raz do roku dominują powietrze w całym mieście - nie daj Boże żeby jeszcze wiało! Te kolczaste małe gówienka dostają się absolutnie wszędzie, a ludzie chodzą po mieście jak szaleńcy - smarują twarze wazeliną, nakładają okulary, okręcają głowy szalami i drapią się nieustannie, odgarniają z twarzy nieistniejące pajęczyny, przecierają spływające po policzkach łzy. Ten mały dramat już w roku 2015 jest za nami. Teraz tylko czekamy na ocieplenie. Pogoda jest nam bardzo potrzebna, bo niedługo czas na otwarte dni w ogrodach królewskich przy pałacu Buckhingam. To takie kolorowe widowisko - co roku o tej samej porze wzdłuż tylnich murów otaczających pałac ustawiają się panowie i panie. Panowie w schludnych garniakach i wypolerowanych na błysk butach, niektórzy nawet we frakach. Panie w pastelowych garsonkach prychają na siebie wzajemnie, gdy tylko któraś nieopatrznie szturchnie jakąś rondem w pióro lub zahaczy sztywną tiulową woalką odstającą na pół metra. Anglicy z ich elegancją są na prawdę śmieszni, sympatyczni wręcz powiedziałabym. Każda dama musi mieć w szafie odświętny kapelusz, na tyle elegancki by pokazać się w nim u królowej lub na sali koncertowej Royal Albert Hall, i na tyle też ekstrawagancki by zabłyszczeć na wyścigach konnych w Ascot lub regatach wioślarskich. Nie ma chyba drugiego takiego narodu, który tak często bawi się w oficjalne przebieranki - w zeszły weekend na przykład zorganizowane były w Hyde Parku obchody Europejskiego Dnia Zwycięstwa nad III Rzeszą no i wszyscy panowie musieli pokazać się w meloniku z laseczką w ręku! Zadziwia mnie ten rodzaj kultury wyższej - zwłaszcza, że często te piękne opakowania skrywają w środku niebywale wredne charaktery. Nie wątpię, że duża część społeczeństwa w ten sposób zapewnia sobie rozrywkę i zabawę. Niestety też wielu dołącza się do zabawy, bo takie są społeczne oczekiwania, bo tak wypada, bo tak zachowuje się typowy angielski dżentelmen Nie muszę dodawać, że często z takimi dżentelmen mam okazję się obchodzić u mnie w restauracji. Jakoś na początku tego miesiąca miałam gościa, któremu wyserwowaliśmy danie na ciepłym, a nie gorącym talerzu. No i ryż też podaliśmy z jakimś 30 sekundowym opóźnieniem. Zazwyczaj gość po prostu poprosiłby do stołu managera i zacząłby na mnie wrzeszczeć, ale nie ten dżentelmen. On wtargnął do kuchni szukając kucharza, który jego ryż gotował, mordę darł na wszystkich w koło, groził moim kelnerom, w końcu gdy ochroniarz wyprowadził go z zaplecza, przyparł jeszcze mojego dyrektora do ściany i wyklinał go od skurwysynów plując mu w twarz. Gdy przyszło do płacenia rachunku bardzo się obruszył, że nie udzieliłam mu zniżki i zaczął wymachiwać mi swoją prawniczą wizytówką. Ja ze stoickim spokojem stwierdziłam, że jako prawnik powinien zdawać sobie sprawę z faktu, iż złamał prawo. Uspokoił się trochę, ale odmówił zapłaty. Poprosił o skontaktowanie się z jego kancelarią. Z ciekawości weszłam na jego stronę internetową i w jego profilu przeczytałam: ‘Pan X… jest jednym z tych wyjątkowych istot, która jest nie tylko prawnikiem, ale i człowiekiem. Okazuje on uczucia i współczucie, przejawia serdeczność oraz wyrozumiałość i to dzięki tym głębokim cechom charakteru jest profesjonalnym doradcą, który jednocześnie jest bardzo skuteczny ale też można mu w zupełności zaufać’. I jak tu się z takim opisem nie zgodzić? Można by tylko dodać na końcu ‘chyba że nie podasz mu od razu jego pierdolonego ryżu!’. W hotelowym świecie miałam też przyjemność krótkiej pogawędki z pewnym aktorem, znanym bardziej z ról psychopatów i wykolejeńców takich jak Dracula czy Syriusz Black w HP… Był też trup araba, co przedawkował narkotyki no i jest najnowsze szaleństwo wśród miliarderów - czekoladowe samochody! Od gorzkiej madagaskarskiej, przez mleczno-karmelową, po perlisto-kakaową - wszystkie ekskluzywne marki we wszystkich odcieniach brązu. Od tych przerośniętych mini morrisów, przez Bentleye po najbardziej wypasione Lamborghini - szpan pełną gębą! Moje życie nie jest jednak tak kolorowe jak to mieszkańców Mayfair… Ja nie jaram się kolorem samochodu, bo przecież prawka nie mam i raczej już nie będę miała - wystarczy mi moja mała zajawka na rower i chłopaków, którzy uratowali mnie od wypadku. Poszły mi pewnego dnia hamulce w drodze do domu. Rozstawieni na skrzyżowaniu kolesie pod wielkim plakatem ‘Dr. Bike' za darmo przeprowadzają kontrole rowerów jeżdżących po mieście. Fundowani przez lokalne samorządy i zarząd dróg miejskich w Londynie wymienili mi klocki hamulcowe i linkę zupełnie za darmo. Mega zajawka! Mam też problem w domu z myszami - tak - z myszami!!! Odkąd nie mamy Barrego rozmnożyło się to dziadostwo i biega nam po kuchni. Brzoza z Jeromem wypowiedzieli im wojnę, ze cztery dni spędzili na łataniu wszystkich dziur, zakładaniu pułapek i śledzeniu mysich ścieżek. I wszystko na nic… W sumie fajnie było by poczuć się przez chwilę jak kopciuszek, który zaprzyjaźnił się z myszkami u siebie na poddaszu - ale chyba jednak potrzebujemy nowego kota! Poza tym rutynowe przygotowania do ślubu i koszmar z formalnościami. Żeby nie było, spełniłam też swój obowiązek obywatelski i zagłosowałam w ostatnich wyborach. Co raz bardziej też skłaniam się ku temu, żeby przyjąć drugie obywatelstwo. Tylko i wyłącznie po to, by tutaj też móc głosować. Mieszkam tu już przecież 7 lat, i jak widzę co się wkoło mnie dzieje, to krew mnie zalewa. Tutejsi konserwatyści to istna tragedia. Najdoskonalszy przykład skrajnego kapitalizmu niszczącego społeczeństwo i tworzących je ludzi. Torysi pobijają wszelkie rekordy bezczelności i raz po razie pokazują obywatelom środkowy palec, udowadniając że przez następne 5 lat będą robili co im się podoba. Nie ukrywają, że głównym celem ich polityki jest umożliwienie bogaczom jeszcze szybszego gromadzenia zysków, i uciśnienie pozostałych - zamknięcie im mord i wskazanie kąta do leżenia i powolnego gnicia. Sukcesy torysów odniesione w przeciągu tygodnia od ogłoszenia wyników: obalenie aktu ustalonego w r.2000, który daje prawo każdemu obywatelowi kraju na wzgląd do dokumentów oraz dostęp do informacji związanych ze wszystkimi działaniami ministrów i rządu; ponowne powołanie na stanowisko sekretarza rządu do spraw pracy i emerytur człowieka z ogromnym doświadczeniem w cięciu kosztów związanych ze świadczeniami społecznymi - na dzień dobry obetnie on 12 milionów zaczynając od macierzyńskiego, które i tak w UK jest skandalicznie niskie, zapomóg dla niepełnosprawnych, zaprzestanie pomocy w uzyskaniu kredytów mieszkaniowych dla młodych ludzi, zamknięcie państwowych banków żywności. Jest też nowy minister do spraw ludzi niepełnosprawnych, który oficjalnie wspiera swojego wyżej wymienionego kolegę głosząc potrzebę wstrzymania jakiejkolwiek rządowej pomocy dla dzieci niepełnosprawnych oraz chorych na raka. Już nawet nie chcę wspominać o wznowionej przez nich bitwie o zniesienie aktu o prawach człowieka. Ale dość też tej mojej politycznej złości! Co was zresztą to interesuje… wrócę do tego, co dalej u mnie. No i trochę też było nieciekawie - nie będę zdradzać szczegółów, bo na prawdę nie ma co! Życie doświadcza nas wszystkich w różny sposób, ale powiem tylko, że było u nas w domu trochę smutno przez moment. Że skończyłam w szpitalu na sali operacyjnej pod narkozą i już jestem w domu na chorobowym i na pewno wszystko będzie dobrze. Była też u mnie Koczi w Lądku i bardzo się cieszę, że miałyśmy dla siebie ten czas - bo serce człowiekowi roście gdy doświadcza czystej niczym nie zmąconej przyjaźni - takiej ponadczasowej, bezpretensjonalnej, niczym nie wymuszonej i szczerej. Dzięki panno, że jesteś! Na koniec, jak zwykle sypnę kilkoma ciekawostkami, które zawsze podnoszą mnie na duchu. Na dnie Atlantyku niedaleko od wybrzeża stanu Dellaware leży 1329 starych wagonów nowojorskiego metra, 75 tys. ton betonu, 8100 starych opon oraz 86 pojazdów wojskowych. Jest to projekt stworzenia nowych raf koralowych przy jednoczesnym wzbogaceniu morskich ekosystemów. I jak się okazuje projekt odniósł niesamowity sukces, korale się zadomowiły w labiryncie porzuconych i nikomu nie potrzebnych już blaszanych pudełek, a populacje ryb zaczęły się rozrastać w szalonym tempie. Sukces ten zachęcił inne stany do podobnych działań i podobno zaczęło brakować wagonów metra ze złomu! Innym fantastycznym przykładem ludzkich kroków ku przyszłości jest mała partia polityczna z Argentyny, która działa za pomocą specyficznego programu komputerowego. Partia ta wspiera tylko i wyłącznie projekty ustaw, które zostały przedyskutowane publicznie i poparte przez społeczeństwo za pośrednictwem platformy elektronicznej - jak was temat zainteresował poczytajcie o DemocracyOS, a ja nie będę udawać mądrzejszej niż jestem. Akcelerator cząsteczek we włoskim ośrodku CERN okazał się niezastąpiony w leczeniu raka opierającego się chemioterapii a wędrującym w atmosferze piaskom znad Sahary niedawno przypisano wpływ na żyzność gleb w tropikalnych lasach Amazonii. No i notatka jest już chyba kompletna. Pozdrawiam.

You Might Also Like:
masaai
lake nakuru
kili chmura big2
drzewo nakuru
08 jerome montreal
06 3 klony
04 klony
01 klony 3
ognisko i kili
08 jerome montreal
06 3 klony
04 klony
ognisko i kili
ABOUT ME

Anemonkey is an eighties child who loves people, can't live without travels, is passionate about all food and drinks and people who make them. She never leaves home without a camera. Then she writes about what she's seen, touched and tasted. 

Read More

 

Search by Tags

2016 by Anemona Knut