22 październik 2015

Notatka z życia - minęły miesiące!!! Kiedy to się wszystko stało? Tyle zmian, z lata w jesień, z panny w żonę, z deszczu pod rynnę… Na Brixton rosną nowe apartamentowce jak grzyby po deszczu, gentryfikacja postępuje. Wyprowadził się nawet Jean-Paul - mówiłam wam już o nim? To on przepowiedział, jak tylko się wprowadziłam, że moja obecność zwiastuje zmiany na osiedlu i dzielnicy. Powiedział, że po mnie przyjdą następni. Jean-Paul był naszym watch-dogiem, od ponad dwudziestu lat co wieczór palił papierosa i wypijał jedno piwo przy bramie osiedlowej. Znał wszystkich i wiedział wszystko. To dzięki niemu jestem teraz znana w bloku, to on przedstawił mnie Jamajskiej rodzinie spod ósemki, Anglikom co jeżdżą hipisowskim mini busem, Rastafarianowi Barringtowi, babiażowi Kevinowi, staruszce Paulinie, i Somalijskiej rodzinie, która kryje się zawsze za ciężkimi kotarami przesłaniającymi ich salon mijany przez wszystkich co dziennie. To on powiedział mi, że w moim ulubionym sklepie z Jerkiem sprzedają spod lady znany na całym świecie Londyński high grade. Znalazł nawet wspólny język z babcią Moniką! Czasami miał pracę, czasami nie, w latach dziewięćdziesiątych wykupił to przylegające do mojego małe mieszkanko komunalne i spokojnie sobie żył. Z Wybrzeża Kości Słoniowej przyjechał do Londynu przez Francję. Żona z Chartreuse urodziła mu trójkę dzieci i zrobiło się ciasno. W końcu sprzedał mieszkanie, w czwartek się wyprowadził, a na jego miejscu pojawiło się dwóch młodych braci Tudorów… z historii wiadomo, że różnie z takimi bywa. Pożyjemy - zobaczymy… Polacy też zawinęli się z biznesem. Mariusz, o trochę zapitej mordzie, bez zębów i zawsze szlugami śmierdzący miał sklep przy Brixton Road ‘Precious Memories’ - sprzedawał używane meble i sprzęt AGD. Parę razy wpadałam do niego po drodze do pracy, to po lodówkę dla jednej z moich kelnerek, samotnej matki z Montserrat, to po nowe krzesła do mieszkania. Przyzwyczaiłam się do niego, siedział zawsze na chodniku przy jednym ze stołów na sprzedaż i patrzył się przed siebie w zamyśleniu. Zawsze machał mi z daleka. Zniknął też właściciel naszego ulubionego warzywniaka - Afgańczyk Jamal, który zawsze dawał nam jedzenie na kreskę, gdy nie miałam przy sobie gotówki. Ucinał z Jeromem pogawędki o krykiecie i opowiadał o kraju ojczystym. Powiedział, że jedzie do Pakistanu odwiedzić matkę, i już nie wrócił. W sklepie sprzedają jego ‘bracia’ i każdy z nich powtarza jak jeden mąż, że Jamal dopiero co wyjechał i niedługo wróci z wakacji - a minął już prawie rok! Albo padł ofiarą urzędu imigracyjnego, albo dołączył nie daj Boże do ekstremistów islamskich…. oczywiście są też inne możliwości - ale dopowiedzcie sobie część historii sami. Zniknęli też bezdomni sypiający w alkowach kamienicy na przeciwko ogrodów Buckingham. Co dzień rano o wschodzie słońca ja pedałowałam do pracy, a oni powoli i leniwie przeciągali się i zaczynali pakować swoje barłogi w duże walizki na kółkach. Pozostawiali sobie tylko poskładane kartony na następną noc. Wyglądali bez wątpienia jak cyganie - no i już ich nie ma. W sierpniu byłam w Warszawie i przeżyłam prawdziwy szok - kocham to miasto całym moim sercem, ale po raz pierwszy zobaczyłam, że nie jest ono już moje. Restauracje, kluby, nowe miejscówki, nowe style mody i obyczaje, nowe środowiska, poglądy i sprawy bieżące - wszystko było dla mnie tak boleśnie obce, tak dalekie temu, co stanowi moje życie teraz. Odwiedziłam za to Prażkę - jakże za nią tęskniłam! Tym razem w poszukiwaniu kapeluszników starej daty - połowa z 6 salonów zamknięta ale każdy z pozostałych to materiał na piękny reportaż. Znalazłam w końcu mistrzynię - tym razem jednak na Mokotowie, staruszkę w małym saloniku, który otwiera tylko na godzinę dziennie - to ona zrobiła mój weselny kapelusz. Czapki z głów! Może jeszcze pewnego dnia wrócę nie tylko sercem ale i życiem do kochanej Wawy - ale kto to wie… Byłam też w Krakowie, i było mi niezmiernie miło, i byłam też w Rzymie - gdzie padało i było zimno. Olałam komercję watykańską i kolosalne kolejki po bilety do koloseum. Kupiłam sobie jednak loda i przeszłam spacerem na Trastevere. Tam zaprzyjaźniliśmy się z Holendrami, obejrzeliśmy razem mecz rugby i natknęliśmy się na fajny jazzowo bluesowy koncert w skromnej piwnicy. Było miło, ale następnym razem pojedziemy jednak do Neapolu. W robocie jak w robocie. W moim ciągle zmieniającym się tygielku charakterów, wartości i sytuacji, pewne schematy powtarzają się w kółko, niektóre sytuacje są zupełnie nowe. W sierpniu dużo uwagi zwracałam znowu na arabów, bo jak zwykle po ramadanie było ich wielu. Rozmawiałam z pewną panią w dresach przyozdobionych kryształami svarowskiego, siedziała w lobby z córeczkami poubieranymi jak księżniczki i zapytałam się, co ją najbardziej w życiu martwi. Powiedziała, że ciężko jest być matką, że to bardzo wymagająca praca, powiedziała też że boi się chodzić po ulicach na zakupy z pieniędzmi bo napastują ją cyganki poprzebieranie za arabki. Podzieliła się też sekretem braku zmarszczek - na prawdę wyglądała dobrze jak na swoje 38 lat. Zakumplowałam się tym razem z właścicielami zond, bugatti i lambo, o których pisałam wcześniej. Był też wieczór, gdy wkurzyłam się na Saudów - banda hipokrytów! Ale szkoda mi słów na negatywne komentarze. W Sierpniu był też u nas znowu ten piosenkarz, co śpiewał między innymi o lekkich niedzielnych porankach i o tańczeniu na suficie. Dał mi buziaka na do widzenia hehe, a potem chwaliłam się tym wszystkim lokalnym Brixtończykom na Splashu. Z jesienią nasza klientela się znowu bardziej zróżnicowała i jest ciekawiej, trochę weselej. Od miesiąca mamy też psa. Następna relacja będzie za miesiąc - obiecuję!

You Might Also Like:
masaai
lake nakuru
kili chmura big2
drzewo nakuru
08 jerome montreal
06 3 klony
04 klony
01 klony 3
ognisko i kili
08 jerome montreal
06 3 klony
04 klony
ognisko i kili
ABOUT ME

Anemonkey is an eighties child who loves people, can't live without travels, is passionate about all food and drinks and people who make them. She never leaves home without a camera. Then she writes about what she's seen, touched and tasted. 

Read More

 

Search by Tags

2016 by Anemona Knut