28 luty 2016

notatka lutowa - aczkolwiek wiosenna, bo chodniki po których chodzę usłane są już płatkami kwiatów. Opadły z pomylonych drzew - jabłoni, magnolii, gruszy, wiśnie i wszelkich innych zasadzonych w przydomowych ogrodach i przy płotach angielskich parków. Tylko te sławetne magnolie w ogrodzie najjaśniejszej Elżbiety cały czas mocno trzymają się swych nagich gałęzi. Nie tylko nam pomieszało się w głowach, jak widać rośliny też są w dzisiejszych czasach mocno zakłopotane. Tulipany, żonkile i krokusy też - wszystkie już wystawiły swoje kolorowe głowy na świat od nowa, wypatrując lepszych, choć trochę cieplejszych dni. Ale w moim świecie niewiele się zmienia. Ostatnio każdy z dni w pracy jest do siebie podobny, bo nie ma ruchu - sławy i gwiazdy nie dopisują, modelki i projektanci wystraszeni prawem szariatu od nas stronią, a o arabach ileż można pisać, i o dziwkach też… Ciągle staram się doszkalać, odwiedzam różne miejsca związane z przemysłem żywieniowym - piwnice serowe, kluby herbaciane i browary. Sporadycznie wybieram się w odwiedziny do znajomych w innych Mayfairowskich lokalach, na przyjemne z pożytecznym, ale tam też bez rewelacji - wszystko kipiące glamurem ale bez pikantnych treści. Nowa moda Londyńska to otwieranie miejsc, służących tylko temu, by się jedni mogli w nich pokazać, a inni mogli na nich zarobić. Drogie restauracje z poprawnym menu ale żadna kulinarna rewelacja. Fantastyczne wystroje wnętrz, modelki w wieczorowych sukniach przyjmujące płaszcze i prowadzące do stołów, sami przystojni kelnerzy i piękne kelnerki. Zabawni menadżerowie i dobre koktajle, drogi balsam do rąk w kiblu, krokodyl z potłuczonych luster i wodospady na szybach. A jedzenie marne. Niedługo jednak robię sobie od tego wszystkiego przerwę. Z szerokich wód przerzucę się na spokojną taflę mojego własnego domowego bajorka. Szukam więc bardzo żarliwie ciekawych historii w moich ulubionych miejscach, znajdujących się po środku moich codziennych ścieżek. I znajduję tam piękne obrazy i poruszające dźwięki - ale nic z mięsistych tematów. Jak zwykle biegam na różne koncerty, ostatnio byłam na zajebistej mszy dronowej - całkiem nowe doświadczenie. Cicha ogromna kaplica, bardzo piękny i klimatyczny stary kościół przemieniony na centrum kulturowe. Nie pierwszy raz się tam wybrałam, tym razem jednak William Basiński zaczarował tę przestrzeń w sposób bardzo kosmiczny. NASA potwierdziło, że ekipa Apollo 10 słyszała jakąś dziwną muzykę po drugiej stronie księżyca - i tak właśnie bym sobie tę muzykę wyobraziła. Piękne chromatyczne drony nie tylko rozbrzmiewające delikatnie wkoło, ale wprawiające całe ciało w lekkie wibracje… Współczesny bodziec na poziomie duchowym, medytacja i kontemplacja w stylu 21 wieku. Ten zimowy Londyn jest tym razem w moich oczach lekko dziwaczny, często jednak niepokojąco wyciszony. Wyszłam z Union Chapel ze słuchawkami na uszach w twarz walnęła mnie rzeczywistość. Utkwiłam na dobrą godzinę w tłumie kibiców wracających z meczu Arsenału vs. Barcelona, ale wszystko odbyło się bezdźwięcznie, wszyscy kulturalnie i w ciszy dreptali koło siebie w gęstym tłumie, nikt nie spiewał, nikt nie skandował. W ciszy po ulicy szła sobie para, on miał na ramieniu ogromną niebieską papugę, a ona miała dwie - zieloną na dłoni i czerwoną na głowie. Nie odzywajac się do siebie ani słowem, szli pewnym krokiem jak gdyby nigdy nic. W ciszy szła też dziewczyna z koleżanką, która na smyczy prowadziła kucyka. Milczą również pracownicy gminy, gdy ich nękam listami w sprawie ogromnego rachunku za planowane roboty. Milczą ci sami urzędnicy, gdy lokalni działacze dopytują się o powody odwołania w tym roku naszego ukochanego festiwalu z okazji dnia niepodległości Jamajki. Głośno jest tylko w moim ukochanym autobusie P5 - który krąży z dala od głównych ulic pomiędzy blokami tych ‘spodlonych’ osiedli w południowym Londynie. W nim nigdy nie ma ludzi przypadkowych, hipsterów czy zabłąkanych turystów. Są tylko zahartowani historią dzielnicy lokalni emeryci, strudzone walką o swoje miejsce matki z małymi dziećmi i błądząca trudna młodzież. Wystarczy tylko samemu w ciszy przejechać ze cztery przystanki, by dowiedzieć się o najistotniejszych wydarzeniach na Brixton. Nowe wydają się tylko jak to z nazwy samej wynika - nowinki techniczne - już w tym roku zaczną testować samokierujące się pody - takie taksówki na prąd bez kierowców, no i nowe jest też świadczenie zdrowotne w NHS na przeszczepy rąk. Tym razem jednak nie będę się przy tych nowinkach zatrzymywać. Wolę moją surrealistyczną ciszę.

You Might Also Like: