23 sierpień 2016

notatka letnia - trochę znowu inna, bo trochę bardziej przestrzennie ograniczona, tak jak ja. Poruszam się fizycznie i mentalnie po małych przestrzeniach - pokój, mieszkanie, blok, osiedle, dzielnica, autobus czy samochód. Uciekam wyobraźnią przez okna. Najpierw z okien sypialni czasem wyglądałam nadchodzącej zmiany pogody, co dzień rejestrowałam nowe kolory nieba, czasami liczyłam samoloty przelatujące nad domem, innym razem podglądałam sąsiadów. Z okien szpitalnych widać było tylko wielki świecący krzyż. Na początku patrzyłam na niego z niepewnością, pewnym zaniepokojeniem i zakłopotaniem, po paru dniach jednak ten widok przyniósł mi ulgę i nadzieję. Po powrocie do domu były okna w kuchni, dużym pokoju, samochodach i autobusach. Po dwóch miesiącach jeżdżenie po ulicach Londynu było jak zwiedzanie najodleglejszych ziemskich krain, pełne jakby nowych dla mnie kolorów, zapachów, wydarzeń, sytuacji, miejsc i okoliczności. Zachwycam się każdym zakrętem, pomimo iż znam je wszystkie na pamięć. No i w końcu wszystko wróciło do normy. Świat oczywiście nie zmienił się za bardzo. Anglicy zagłosowali w referendum i wyszli na kompletnych durni. Premier abdykował, kretyn z blond czupryną przez przypadek wygrał grę w znikające krzesełka i głupio się śmieje, bo oczywiście nie wie jak się zachować. Za oceanem w toku ostatnia runda walki o tron. U nas na kwadracie jednak nie dopuścili do organizacji Brixton Splashu, ale Rastafarianie jak zwykle wyszli na ulice pierwszego sierpnia świętując dzień niepodległości Jamajki. Wyjeżdżam prawie codziennie z moim wielkim podwójnym wozem na spacer i wzbudzam sensacje. Rozpoznają mnie już wszyscy w bloku i co raz więcej ludzi z mojej ulicy. Machają mi gdy idą chodnikiem po drugiej stronie, gdy idą mi na przeciw zatrzymują się na pogaduszki. Dzisiaj chociażby podeszła do nas babciulinka, wyglądająca trochę jak Ghurka, trochę jak hinduska z Meghalayi, Assamu czy Dajreeling. Piękna kobieta z niedbałym turbanem na głowie, obwieszona złotem, z twarzą przyozdobioną plemiennymi tatuażami. Nawijała przez dobre 5 minut ale po swojemu, porozumieliśmy się na koniec uśmiechami. Uwielbiam takie sytuacje. W obszczypareczku pod torami obrodził niepozorny krzak jeżynowy i zapewnił nam zimowy zapas sosu do lodów waniliowych. Nowi bezdomni grzeją się po nocach przy ognisku. Po panu K nie było śladu przez dobre dwa miesiące, aż pewnego dnia natknął się na niego Jerome. Był czysty, ogolony, dobrze ubrany, bardzo miły i kulturalny. Ścisnął mężowi dłoń, powiedział, że w końcu się obudził i wziął się za siebie. Ma już prace i mieszkanie, znowu widuje się z dziećmi. Do nas do domu co raz częściej wpadają dzieci z podwórka - pobawić się z psem, pooglądać dzieci, najeść się ciasta. Chodzą z nami na spacery i tylko czarni kolesie patrzą na Jerome’a spode łba, gdy idzie trzymając za rękę dwóch kilkuletnich małych czarnych chłopców. Ich mama też do nas wpada, posiedzieć, napić się herbaty. Nie korzystam z lata w mieście jak widzicie - ogarniam swój świat trochę bardziej lokalnie no i staram się odnaleźć czas choćby na takie rzeczy jak poczytanie książki czy ogarnięcie portali społecznościowych, które też trochę zaniedbałam. O dziwo, do jednego zdjęcia Tycjana na Instagramie przyczepiły się jakieś aktorki/modelki porno i lajkują jak wariatki… porno spam to dla mnie nowość. A poza tym? Większość z Was pewnie już wie, co to za wielka zmiana nadeszła w moim życiu na początku lipca… może niektórym z Was wyda się to niepojęte, niezrozumiałe, jakieś może trochę dziwne - ale na prawdę nie będę atakować tysiącem zdjęć, nie będę też się wymądrzać na tematy związane z macierzyństwem. Nie myślcie jednak, że się nie jaram jak dzieciak, albo że uważam synów za temat zbyt prywatny na otwarte łamy fejsowej przestrzeni. Nie uważam też, że tematy które chcę poruszać są w jakikolwiek sposób ważniejsze od mojej nowej codziennej rzeczywistości bo tak na prawdę razem z chłopakami, z Jeromem i z mamą przeżywam najpiękniejsze chwile w życiu. Może jestem naiwna, ale chciałabym żeby niektóre rzeczy w moim życiu pozostały takimi, jakimi były dotychczas… Przede wszystkim pielęgnować chcę tę ciekawość wszystkiego co wokół, no i pasję do ludzi - do przyglądania się wszystkim i zagłębianiu ich dusz. Ostatnie miesiące były wielkim emocjonalnym trzęsieniem mojego małego kawałka ziemi. Burze hormonów, które szalejąc w środku zasiały krótko terminową pustkę w głowie i mąciły spokój tych, co przy mnie stali i w dalszym ciągu stoją. Ciało przeszło jakiś totalny kataklizm, który zakończył się odrodzeniem a teraz każdy dzień jest nowym wyzwaniem i nową wspaniałą przygodą. W przyszłym tygodniu znowu wrócą upały, postaram się rozbujać życie towarzyskie i kulturalne - będę dawać wam znaki!

You Might Also Like: